• slider1.jpg

Święta Kinga

Księżna Kinga - rys biograficzny


ŚwiętaKunegunda należy do grona tych świętych, których zachowujemy w żywej pamięci. Pomimo upływu wieków, życie i osoba Kingi pozostają wyraziste, a kult Świętej trwa, szczególnie, co zrozumiałe, w klasztorze starosądeckim, dziejowym pomniku jej szczodrobliwości.

  Fascynujące życie Kingi od dawien dawna zwracało uwagę historyków i żywotopisarzy. Ich lista jest długa. W tym miejscu wymieńmy jedną tylko osobę, kanonika krakowskiego, najsławniejszego kronikarza polskiego - Jana Długosza, autora Vita sanctae Cunegundis, czciela cnót księżnej.

  Wielkiemu dziejopisowi nie dane było oglądać wyniesienia na ołtarze jednej z prekursorek ideału franciszkańskiego w Polsce. Beatyfikacja Kingi nastąpiła późno, dopiero w 1690 roku. Równie długo następne pokolenia czekały na jej kanonizację. Dzisiaj w przededniu tego zdarzenia jest czas, aby przypomnieć kim była i co stanowiło o wyjątkowości księżnej Kunegundy.

  Kunegunda (zdrobnienie węgierskie – Kinga) urodziła się 5 III 1234 r. Była córka króla węgierskiego Beli IV z rodu Arpadów i Marii Laskaris, pochodzącej z cesarskiej rodziny bizantyńskiej. Kiedy miała pięć lat, wysłano ją do Polski i przyrzeczono dwunastoletniemu wówczas księciu sandomierskiemu Bolesławowi, synowi Leszka Białego i Grzymisławy.

  Projektowany związek wydawał się zapewne mało satysfakcjonujący dla dworu węgierskiego. Zwróćmy uwagę, że król Węgier był władcą nieporównanie potężniejszym od nastoletniego książątka sandomierskiego, zagrożonego zewsząd, w swoim posiadaniu, szczególnie zaś przez swego stryja Konrada Mazowieckiego. Jeśli mimo to, w dziewięć lat później , zawarty został związek małżeński pomiędzy Bolesławem i Kingą, to zawdzięczać go należy siostrze Bolesława – Salomei, a także wielkiemu zagrożeniu, jakim stało się wówczas dla Europy pojawienie się Mongołów.

  Rola Salomei w zawarciu małżeństwa wydaje się oczywista. Będąc żoną Kolomana, brata Beli IV (związek ten zawarty w szczęśliwszych dla Piastów czasach, kiedy na tronie krakowskim zasiadał Leszek Biały, mogący przynajmniej formalnie uważać się za księcia całej Polski), wywierała znaczący wpływ na politykę dworu węgierskiego. Mogła zatem doprowadzić do następnej koligacji pomiędzy Arpadami i Piastami. Trudno jednak przypuszczać, aby wola Salomei w realizacji projektu zaślubin była czynnikiem jedynym i ostatecznym, tym bardziej, że córka Leszka Białego musiała się tutaj liczyć z oporem dumnej królowej Marii. Ostatecznie o umocnieniu stosunków pomiędzy słabym księciem sandomierskim (jednym z wielu w okresie rozbicia dzielnicowego) a silnym dworem węgierskim, zadecydowała chęć zabezpieczenia granic Królestwa Węgierskiego przed niebezpieczeństwem mongolskim. Zagrożenie to nie było czymś hipotetycznym, dowiódł tego wymowny fakt zajęcia przez Tatarów poszczególnych księstw ruskich i spalenie Riazania, Moskwy, Włodzimierza na Klaźmą, Rostowa, Suzdalu i Jarosławia.

  Zmora tatarska trzykrotnie za życia Kingi zawisła nad Polską. Po raz pierwszy i najstraszniejszy w 1241 r. Zebrane naprędce hufce rycerstwa małopolskiego starte zostały pod Chmielnikiem koło Szydłowa. Jeszcze większej klęski doznało rycerstwo Henryka Pobożnego, księcia wrocławskiego i krakowskiego, pod Legnicą, posiłkowane przez oddziały cudzoziemskich zakonów rycerskich, mających swe dobra na Śląsku (templariusze i Krzyżacy).

  Bolesław wraz z Grzymisławą i zaledwie siedmioletnią Kingą salwowali się ucieczką. Dwór sandomierski przeniósł się na Węgry, licząc na bezpieczne schronienie. Na próżno! W tym samym czasie główne siły mongolskie pod wodzą Batu-chana przeszły przez Przełęcz Użocką, bijąc na głowę Madziarów pod Mohi nad rzeką Sajó. Co więcej, w bitwie tej stracił życie brat Beli, a mąż Salomei – Koloman. Gdzie wtedy mogli przebywać Bolesław i Kinga? Gdzieś na Morawach, w jakimś nie określonymbliżej klasztorze cysterskim. Najazd tatarski, choć straszny nie spowodował trwałych skutków. Zagony mongolskie opuściły i Polskę, i Węgry, dając tym samym możliwość powrotu parze książęcej do Sandomierza, a niebawem i do Krakowa po zwycięstwie Bolesława pod Suchodołem nad Konradem Mazowieckim.

  Klęska Węgrów pod Mohi wywarła pośrednio wielki wpływ na dzieciństwo Kingi. Oto bowiem Salomea, po śmierci męża, powróciła do Polski, oddziałując wychowawczo na swoją młodszą krewniaczkę. Salomea, kobieta pobożna (ogłoszona błogosławioną w 1673 r.) była dla Kingi wzorem postępowania. Kunegunda przejęła od niej szczególny rodzaj religijności oparty na duchowości franciszkańskiej. Nie od rzeczy będzie dodać, iż właśnie Salomea była pierwszą polską klaryską, realizując w kraju ideał franciszkański w jego żeńskiej odmianie, zakładając także klasztor tego zgromadzenia w Zawichoście, który następnie przeniesiony został do Skały. Jakże bliska Salomei w swoim późniejszym życiu była Kinga.

  Powróćmy jednak do małżeństwa Kunegundy z Bolesławem. Rysem charakterystycznym ich pożycia był ślub bezwzględnej czystości, złożony zapewne na okres księżna poprzestać nie chciała. I w tym przypadku wzorem dla Kingi był przykład dziewiczego pożycia Salomei i Kolomana. Niełatwo było Kindze nagiąć męża do swojej woli. Przeciwko małżeńskiej czystości przemawiało wiele, w tym racja stanu. Łatwo można było sobie wyobrazić spory i bratobójcze walki o tron krakowski pozbawiony dziedzica. A jednak Kinga przeciwstawiła się naciskom otoczenia i skłoniła Bolesława (Wstydliwego) do złożenia ślubu wieczystego.

  Już ten tylko fakt świadczyć, jak silną osobowością była Kinga i jak niezłomną wolę wykazywała w sprawach, w których przekonana była o swojej słuszności. Pozostaje pytanie: czy kobieta górująca siłą woli na dworze krakowskim pragnęła wywierać wpływ na polityczne i administracyjne decyzje swojego męża? Niewątpliwie tak. Świadczy o tym między innymi pewny, choć trudny do sprecyzowania, udział książęcego dworu w kanonizacji biskupa Stanisława. Powołując się na Długosza, możemy stwierdzić, iż miała wówczas Kinga podnieść kości świętego z grobu “własnymi rękami”. Feliks Koneczny tak pisze o tym wydarzeniu: “Wielki to był dzień dla Piastów . [...] Znakiem uległego uznania świętego patrona narodu polskiego była wielka procesja, krocząca od stóp Wawelu wzdłuż Wisły na Skałkę. [...] Rozwinął się tam cały wieniec świętości ówczesnej Polski. Czyż wątpić, że zjechał na tę uroczystość ten, który sam ją do dawna przysposabiał, św. Jacek [Odrowąż] i towarzysz jego Sadok? Szli skromnie w szeregach swej braci dominikańskiej, nie wyróżniając się od nikogo [...]. Trzecim był bł. Wit, na Litwę naznaczony, a czwartym bł. Prandota [biskup krakowski, najbliższy współpracownik dworu książęcego]. Dodajmy pięć świętych niewiast: matkę wielkiego księcia Grzymisławę, dziewiczą jego małżonkę Kingę i siostrę rodzoną Salomeę. Nadto dwie święte zakonnice Norbertanki i klasztoru na Zwierzyńcu: [...] Bronisławę Odrowążównę i towarzyszkę jej, bł. Judytę. [...] Dziewięciu świętych brało udział w tej procesji, prawdziwej procesji świętych”. Szerzący się kult św. Stanisława biskupa i męczennika miał wyjątkowe znaczenie w okresie rozbicia dzielnicowego. Rozpowszechniona legenda, silnie przemawiająca do wyobraźni współczesnych, głosiła, że tak jak kiedyś posiekane ciało biskupa zrosło się w cudowny sposób, tak rozczłonkowany na dzielnice kraj połączy się na nowo pod wspólnym berłem. Był to zatem element konkretnego politycznego, którego wartości nie sposób nie docenić. Dodajmy, że w powstałym wówczas hymnie kościelnym Gaude mater Polonia nazwą Polonia objęto wszystkie ziemie polskie.

  Równie wyraźnie uwidoczniła się rola księżnej Kingi w dalszym zacieśnianiu stosunków między Piastami i Arpadami: przy zawarciu związku małżeńskiego pomiędzy swoją siostrą Jolantą Heleną, a księciem gnieźnieńsko-kaliskim – Bolesławem Pobożnym, a nastepnie podczas zjazdu w Dankowie, w którym uczestniczyła obok obydwu Bolesławów: Pobożnego i Wstydliwego. Zarówno jeden jak i drugi ni odgrywali – bo też nie mogli odgrywać z racji stosunkowo skromnych możliwości – większej roli politycznej w szerszym międzypaństwowym kontekście. Obydwaj też, w przeciwieństwie do książąt śląskich, popierali politykę węgierską przeciwko czeskiej – w walce o ziemie austriackie. Warto wspomnieć, że dwór krakowski musiał się również liczyć łupieżczymi napadami Jaćwingów, które spotkały się ze, skuteczną ripostą Bolesława Wstydliwego, “niszczącą rzekomo całkowicie [...] ten lud”. Rzekomo, ponieważ w rzeczywistości Jacwiez wyniszczona została nieco później, nie przez Polaków, ale wyniku metodycznych wypraw krzyżackich.

  Chociaż Kinga, jako księżna krakowska zwracała swą uwagę ku sprawom małopolskim, to jednak utrzymywała bieżące kontakty z dworem węgierskim. Jeszcze w związku ze swoim małżeństwem wybrała się Kinga na Węgry. Miała wówczas uratować swego ojca – Belę IV – przed zamachem możnych na jego życie. W tym samym czasie uprosiła na osobistą własność jedną z tamtejszych kopalń soli (Marmarosz Sziget), aby jej poddani mogli odtąd bez żadnych przeszkód korzystać z importu tego cennego naówczas surowca. Fakt ten łączy się w naszej rodzimej tradycji z piękną legendą o rzuconym przez Kingę w głąb szybu węgierskiej kopalni pierścieniu znalezionym następnie w pierwszym okruchu soli, jaki wydobyto w Bochni. Należy przypuszczać, że jest w tej legendzie źdźbło prawdy.

 

Mogła bowiem księżna sprowadzić wtedy górników węgierskich do Polski, którzy mieli swój udział w odkryciu bocheńskich pokładów solnych. Tym bardziej, że to właśnie księżna spowodowała u nas w 1251 r. rozpoczęcie eksploatacji tego surowca. Odnotujmy jeszcze, że kolejny ważny pobyt Kingi na Węgrzech miał miejsce w 1266 r. na zjeździe Arpadów w Budzie, zwołanym dla załagodzenia gorszącego sporu o władzę między królem Belą IV a jego synem Stefanem.

  Żadne jednak trudności tamtego czasu nie budziły takiej trwogi jak niebezpieczeństwo mongolskie. W 1259 r. Tatarzy ponownie wtargnęli do Polski. Mógł Bolesław Wstydliwy orężne bronić swych praw do władzy w Małopolsce, mógł skutecznie zwalczać Jaćwingów i pogromić zastępy ruskiego księcia Szwarna, ale nie mógł przeciwstawić się budzącym grozę i siejącym pożogę Mongołom. Uszedł książę nierycersko do Sieradza, do Leszka Czarnego, “powierzywszy z płaczem gród królewski straży i obronie wojewody krakowskiego”. Napad okazał się jeszcze bardziej niszczycielski niż ten z roku 1241. Tatarzy, zanim się wycofali, pozostawili po sobie zgliszcza i ruiny, ludność w części wymordowaną, w części odrętwiałą z trwogi.

  Tak się zdarzyło, że dwa lata przed tym nieszczęściem, dokładnie 2 III 1257 r., w Nowym Korczynie, książę krakowski nadał swej małżonce ziemię sądecką w odpłatę za to że w czasie wojen, począwszy od pierwszego najazdu Tatarów, użyczała mu pieniędzy z własnych funduszy. Kinga mogła teraz ujawnić w pełni zmysł organizatora i administratora. Właśnie tutaj, gdzie sprawowała pełnię władzy książęcej, w dominium sądeckim aż po spiski Podoliniec. Gospodarne były to rządy, znaczone trwałymi i dobroczynnymi skutkami. Przede wszystkim zwraca uwagę radykalna reforma gospodarcza znosząca ciężary niewolnych chłopów a zamian za czynsz pieniężny i niewielką robociznę w dobrach książęcych. Działalność ta oznaczała przeniesienie szeregu wsi na prawo niemieckie, wprowadzające nowoczesną organizację, korzystną zarówno dla księżnej, jak i jej poddanych.

  Projekty gospodarcze Kingi nie mogły ominąć samego Sącza, niewielkiego, ale ruchliwego miasta na ważnym szlaku handlowym łączącym Polskę z Węgrami. Dokument lokacyjny Sącza na prawie niemieckim nie zachował się do czasów obecnych, nie mniej możemy stwierdzić, że takowy został wydany przez kancelarię księżnej pomiędzy rokiem 1257 a 1273. Dokonania te dobrze świadczą o zapobiegliwości Kingi, która wykazywała jeszcze dalej idącą troskę o dobrobyt gospodarczy Sądecczyzny. Z zachowanych dokumentów wiemy, że dzięki jej wstawiennictwu Bolesław Wstydliwy wydał w 1273 r. przywilej zwalniający kupców sądeckich od ceł na całym obszarze księstwa, przy czym postanowienie to zostało ponowione kilka lat później w dokumencie, w którym wymienione zostały komory celne w Wojniczu, Opatowcu i Korczynie.

Bez wątpienia jednak najsilniejsze piętno odcisnęła Kinga w obrazie życia religijnego poprzez wiekopomną fundację klasztoru i kościoła Klarysek 6 VII 1280 r., już po śmierci swego małżonka. Hojny ten zapis przekazywał zgromadzeniu Sącz, z dwudziestoma ośmioma wsiami, a także wszelkie prerogatywy przysługujące dotąd księżnej. Jednocześnie nie rezygnowała Kinga ze wspierania powstałego nieco wcześniej męskiego klasztoru franciszkanów.

  To, co było wolą Kingi, sprzeciwiało się zamiarom Leszka Czarnego, następcy Bolesława Wstydliwego, spowinowaconego z Kingą przez małżeństwo z Gryfiną, jej siostrzenicą. Książę nie zamierzał rezygnować z praw do Sądecczyzny. Spór przeciągał się i dopiero dekret papieski Marcina IV w 1283 r. zatwierdził fundację Kingi, co oznaczało, że próby naruszenia posiadłości i praw klasztoru spowodują sankcje kościelne.

  Chociaż Kinga przeniosła się po śmierci męża na stałe do nowo założonego klasztoru, nie była jego ksienią. Owszem, zachowała prawo do zarządzania dobrami konwentu, co czyniła zapewne bardzo sprawnie, nie ustając w akcji kolonizacyjnej, ale zarząd samego klasztoru i przewodnictwo w sprawach zakonnych nie do niej należały. Welon zakonny mogła przyjąć późno, na kilka lat przed śmiercią, jakkolwiek już podczas pogrzebu Bolesława Wstydliwego pod koniec 1279 r. wystąpiła wraz z Jolentą w habicie zakonnym. Również teraz, w życiu klasztornym, dała o sobie znać silna osobowość Kingi. Warto przypomnieć, że ważyła się na rzecz nie zwyczajną w tamtym czasie odmawiając psalmy in vulgari, a zatem po polsku i sprzeciwiała się franciszkanom śpiewania łacińskiego w sprawie officium przez siostry.

  Ale pełne oddanie się sprawom boskim w tych niespokojnych czasach nie było możliwe. W 1287 r. ziemie polskie po raz trzeci dotknął najazd tatarski. Leszek Czarny, którego talentów militarnych nie sposób kwestionować, wszak udowodnił je kilkakrotnie, odnosząc szereg zwycięstw choćby nad Rusią Halicką, Jaćwingami i Litwinami, nie odważył się stawić czoła ordzie. Książe utrzymał ufortyfikowane miasta: Kraków i Sandomierz, ale sam, unikając walnej bitwy, wycofał się na Węgry. Skutki najazdu były tragiczne: “Samym dziewic jakoby Tatarzy mieli uprowadzić 21 tysięcy”. Klaryski nie mogły pozostać w klasztorze. Prowadzone przez Kingę szukały ocalenia w obronnym, refugialnym zameczku pienińskim. Z wydarzeniem tym – jak i wieloma innymi – łączą się legendy, utrwalające w ludzkiej pamięci dramatyczną ucieczkę przed pełnymi grozy napastnikami. Na szczęście Mongołowie krótko pustoszyli kraj. Atakowani przez Węgrów wycofali się po dwóch miesiącach: w styczniu 1288 r.

  W ostatnich latach swojego życia, po śmierci Leszka Czarnego, Kingę dochodzić musiały wieści o uporczywych zmaganiach o Kraków. O prawa do Małopolski skutecznie wówczas upomniał się książę wrocławski – Henryk Probus: “kasztelan krakowski [...] wydał mu Wawel, a rzeźnicy [...] otworzyli bramy miasta. Musiał się on jednak liczyć z ambicjami Władysława Łokietka, księcia brzeskokujawsko - sieradzkiego-przyrodniego brata Leszka Czarnego – któremu udało się opanować Sandomierz, a także pobić wojska śląskie pod Siewierzem i zając chwilowo Kraków.

  W którą stronę kierowała swą przychylność Kinga? Zapewne w stronę Łokietka, skłaniały ją ku temu choćby koligacje rodzinne. Chociaż coraz dalsza od spraw wielkiej polityki, nie mogła być zupełnie bierną wobec starć, których echa docierały na Sądecczyznę, o czym świadczy zbudowanie w tym czasie, trudnego do ścisłego zlokalizowania, zameczku Lemiesz w pobliżu Sącza, być może przez ludzi Henryka Probusa. Książę ten zmarł w 1290 r. przekazując prawa do tronu krakowskiego księciu wielkopolskiemu – Przemysłowi II. Przemysł, zwalczany przez Łokietka, niebawem opuścił Kraków, oddając go w ręce energicznego przeciwnika. Sukces księcia kujawskiego ponownie jednak okazał się nietrwały. Z pretensjami do Krakowa wystąpił bowiem, uzyskawszy poparcie miejscowych możnych, potężny władca czeski, Wacław II. W 1291 r., na rok przed śmiercią Kingi, silnie już dzierżył władzę w Małopolsce, tytułując się księciem krakowskim i sandomierskim.

  Tych rozstrzygnięć politycznych nie można było nie zauważyć i trzeba je było uwzględnić. W tym kierunku szła decyzja Kingi przekazania władzy nad Sądecczyzną Gryfinie, ciotce Wacława II. Odtąd wola Kingi łączyła się z zamiarami siostrzenicy. Dowodzą tego zachowane świadectwa: jedno z nich stwierdza przyzwolenie Gryfini do postanowienia Kingi, drugie aprobatę Kingi w stosunku do decyzji Gryfiny. Nie trwało to długo. Dość niespodziewane 21 IX 1291 r. dotknęła Kingę śmiertelną chorobą. Zmagała się z cierpieniem dziesięć miesięcy. Zmarła 24 VII 1292 r., pozostawiając po sobie wdzięczną pamięć potomnych, wyrażoną między innymi w tytułach: Obrończyni Wiary, Matki Narodu Polskiego, Patronki Górników.

 

Opracowanie: Leszek Migrała